Pasta zrobiona żebym miała co jeść w moim wegańsko-bezglutenowym tygodniu. Wyszła pyszna, chociaż nieco za mocno czosnkowa (w przepisie ilość zredukowana o 1 ząbek, ale jak ktoś nie przepada, może dać 1 lub w ogóle nie dawać). Idealna do kanapek pod pomidora.
Składniki:
ok. 400 g groszku konserwowego bez zalewy
mała garść mięty
2 ząbki czosnku
6-8 łyżeczek oleju rydzowego
sól, pieprz
Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę. Dosolić i dopieprzyć do smaku.
Na spring rollsy miałam ochotę już od jakiegoś czasu, a zebrałam się dopiero dzisiaj. Bezglutenowe, wegetariańskie i orzeźwiające. Idealne na tydzień oczyszczający 😉
Składniki:
10 płatów papieru ryżowego
1 ogórek gruntowy
kiełki fasoli mung
5-6 boczniaków
papryka
3 duże rzodkiewki
młody szpinak
1-2 młode marchewki
kilka gałązek szczypiorku
Ogórek, marchewkę i paprykę pokroić w słupki, rzodkiewkę w plasterki. Boczniaki posolić, popieprzyć i posmarować odrobiną oliwy. Piec przez kilka minut w 200 stopniach z termoobiegiem. Po wyciągnięciu pokroić w paski. Pojedynczy płat papieru ryżowego zanurzyć ostrożnie w wodzie wylanej na talerzyk. Ułożyć na środku (ale trochę bliżej jednego końca) wszystkie składniki po trochu, po kolei. Można posolić i skropić sokiem z limonki. Zawinąć najpierw dłuższy bok, potem krótsze założyć do środka i na koniec zwinąć w rulonik. Posypać sezamem i podawać ze słodkim sosem chilli.
Miałam napisać wstęp wczoraj, ale dzień nie był sprzyjający, a aura za oknem też nie zachęcała, właściwie dalej nie zachęca 🙁
Od liceum przytyłam jakieś 8-10 kg. Ostatnio przymierzałam spódnicę, której nie nosiłam, bo spadała mi z bioder, nawet po odpruciu kawałka sznurków, żeby ciaśniej je związać – efekt był taki, że ledwo przecisnęłam przez uda i biodra psując przy tym zamek. Nie chcę przechodzić na dietę chwilową i restrykcyjną – nie chcę efektu jojo, a co ważniejsze, nie potrafię wytrwać w takich dietach, brak mi systematyczności. Ćwiczyć bym chciała, to akurat próbowałam, ale zanim zacznę codzienne ćwiczenia, muszę rozwiązać problem z biodrem (bądź brzuchem), który ostatnio się nasilił. Przyznam, że to wszystko jest głównym powodem przejścia na dietę. Na początku Wielkiego Postu zrezygnowałam ze słodyczy, w którym postanowieniu trzymam się całkiem nieźle (poza pojedynczymi grzeszkami dzisiaj i wczoraj). No ale imprezy rodzinne wymusiły na mnie modyfikację – słodycze mogę jeść tylko w niedzielę, a do tego ewentualne słodkie śniadania w postaci kaszy na słodko, ryżu na słodko. Przyznam, że taka opcja jest najwygodniejsza – nie muszę całkowicie z tego rezygnować.
Pod wpływem mamy, artykułów i książek które czyta i przesyła dalej, chcę ograniczyć również pszenicę, która jest głównym źródłem glutenu oraz nabiał – mleka jako mleka nie mogę jeść na pewno, o czym przekonuje mnie mój żołądek za każdym razem, kiedy zjem go więcej niż jedną łyżkę. To oznacza brak pieczywa z mąką pszenną, ograniczenie makaronów, serów (które uwielbiam), zwiększenie spożycia kaszy, głównie jaglanej, którą zdążyłam już jakiś czas temu pokochać, warzyw (które już jakiś czas traktuję po macoszemu) i ryżu, głównie brązowego, naturalnego.
Aby wytrzymać w tych zmianach chcę każdy dzień (roboczy, bo w weekendy gorzej z czasem i dostępem do internetu) podsumowywać na blogu – znacząco doda mi to motywacji 😉 Nie jestem tylko pewna, czy podsumowywać każdy dzień wieczorem, czy dopiero kolejnego dnia. Na początek postaram się utrzymać w pierwszej opcji, ale nie obiecuję, że po opublikowaniu posta nie wezmę już nic do ust 😉
Jutro spodziewajcie się pierwszego posta z serii, bo dzisiaj za bardzo sobie popuściłam 😉
Pierwszy raz zrobiła ją niedawno mama w domu, a mi tak zasmakowała, że musiałam powtórzyć w akademiku. Zachwyca prostotą i jest naprawdę pyszna, choć nie dla wszystkich 😉 Inspiracja z Diety zdrowych kalorii.
W ramach uzdrawiania mojej diety postanowiłam częściej robić smoothie. Wiosenna aura sprzyja, więc i Nina chętnie skorzysta. Na pierwszy ogień poszło proste smoothie z truskawek i tego co pod ręką (miało być jeszcze kiwi, ale uznałyśmy, że chyba nie jest dobre). Smoothie okazało się idealną przekąską, a jaką smaczną! Planujemy już zakupy na kolejne dni, ale nie do końca wiemy co jeszcze dokupić?
Składniki:
450 g truskawek (u mnie mrożonych)
2 jabłka
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki miodu
1 szklanka wody
Truskawki rozmrozić, jabłka obrać i pokroić wycinając gniazda nasienne. Wszystko wrzucić do blendera i zmiksować. W gorące dni można dodać lodu. Podawać schłodzone. enjoy c:
Dziś wpis szybki, bo i śniadanie z przepisu bardzo szybkie 😉 Śniadanie z wykorzystaniem pozostałej po świętach kaszy, R. bardzo smakowało 😀 Debiut udany 😉
Matma, laborki, laborki, laborki, laborki, matma. Dobrze będzie spotkać się towarzysko.
Bazylia na oknie lekko więdnie, bo nie mam do czego i kiedy jej używać. Czekam na wiosnę pełną parą, na ciepło i na odpoczynek. Nie mogę doczekać się weekendu majowego i ciągle myślę co razem z R. możemy wtedy robić, gdzie pojechać na rowerach.
W wakacje chciałabym pojechać do Pragi. W przyszłości odwiedzić znów Nowy Jork, zostać tam na dłużej niż 4 dni. Kiedy indziej wrócić do Londynu i pojechać autostopem do Paryża. Zajrzeć do norweskiego mieszkania Harry’ego Hole’a. Taka mała lista życzeń do wykonania z R.
Na razie jednak zapraszam do naszej wymarzonej kuchni, do Torunia, na lekką sałatę z granatem i polędwiczkami.
Mam jeden problem – jeśli jest, to jem. Jem słone, a potem mam ochotę na słodkie. Ostatnio na czekoladowe, mokre ciastka. Takie jak kinder pingui. Albo jakiś deserek taki budyniowy lub kaszka manna z lodówki. Ale ostatnio nie mam jakoś ochoty na gotowanie. Muszę się zacząć ruszać, przydałoby się coś zrzucić.
Na święta postanowiłam nie kupować prezentów, bo wiedziałam, że nie wystarczy mi funduszów, więc upiekłam ciastka. Jedne owsiane, bo moja mama takie lubi. I właśnie te chcę teraz dać: Angielskie ciastka owsiane znalezione w Krainie Smaków.