W zeszły weekend mieliśmy okazję spotkać się z rodziną na działce, przygotowałam więc urodzinowy tort. Moją fantazją było przystrojenie go kwiatami, więc mama zerwała z przydomowego ogrodu jadalne nagietki, a na samej działce zerwałam jeszcze dodatkowe listki mięty. Szkoda, że przy robieniu tortu nie wpadłam na pomysł żeby miętę włożyć też przy warstwie malin – wtedy tort nabrał by dodatkowego charakteru i byłby jeszcze pyszniejszy. Ale i tak wszystkim smakował i idealnie nadaje się na lato, kiedy mamy sezon na maliny. Wyszedł naprawdę cudowny, lekki i pysznie owocowy <3

Składniki na biszkopt (tortownica 26 cm, na mniejszą przepis znajdziecie na Moich Wypiekach):
Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Kiedy będą już gotowe lub prawie gotowe, ubijać dalej dodając stopniowo cukier, a potem, również stopniowo, żółtka. W osobnym naczyniu przesiać mąkę z kisielem. Mikser przełączyć na najmniejsze obroty i masę jajeczną wymieszać w ten sposób z mąką, nie miksować za długo! Piekarnik rozgrzać do 16-170 stopni C. Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia i wylać do niej ciasto. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 40 minut, do suchego patyczka. Po upieczeniu wyciągnąć tortownicę i zrzucić ją z wysokości mniej więcej 60 cm. Wstawić biszkopt z powrotem do wyłączonego już piekarnika i zostawić uchylone drzwiczki żeby biszkopt spokojnie wystygł.
Składniki na krem:
Śmietankę ubić razem ze śmietan-fixami i cukrem, uważając żeby nie zrobiło się masło. W drugiej misce wymieszać mascarpone i serek kanapkowy. Masę serową dodać do śmietanki i wymieszać całość.
Biszkopt pokroić na trzy blaty. Pierwszy blat ułożyć na docelowym talerzu i nasączyć zaparzoną i przestudzoną herbatą. Na nim ułożyć maliny – zaczynając od środka albo od zewnątrz. Ważne! Koło z malin ma być mniejsze od biszkoptu – od zewnątrz trzeba zostawić miejsce na krem. Maliny układać ciasno obok siebie i posypać przesianym cukrem pudrem. Trochę kremu przełożyć do worka strunowego albo cukierniczego (strunowemu odciąć róg) i wycisnąć krem naokoło malin, na brzegu biszkoptu. Na tej warstwie ułożyć drugi blat biszkoptowy i także nasączyć go herbatą. Nałożyć na niego niedużo kremu i rozsmarować go po całej powierzchni. Na to ułożyć ostatni blat biszkoptowy, też nasączyć i nałożyć pozostały krem, rozsmarowując go po całej powierzchni. U mnie kremu nie starczyło na boki, powstał więc tort w stylu „naked cake” Zdjęłam z wierzchu jedynie tyle kremu, żeby brzegi były odrobinę posmarowane i tym samym zabezpieczone przed wysychaniem. Przed podaniem ułożyć dekorację z mięty i kwiatów.
Smacznego!

]]>
Przepis na podstawie Kwestii Smaku z drobnymi zmianami.

Składniki:
Do miski/blendera/naczynia na ciasto ( ) włożyć wszystkie składniki, z tym ze najlepiej na dno mokre, a suche na wierzch. Zmiksować wszystko. Smażyć na suchej patelni z każdej strony po 1-1,5 minuty. Najlepiej smażąc pierwszą stronę nakryć pokrywką – wierzch zetnie się wystarczająco, żeby obrócić placuszek bez rozlewania ciasta na boki. Podawać z malinami, posypane cukrem pudrem i każdy placuszek posmarowany odrobiną masła (po zdjęciu z patelni). enjoy c:
]]>
Składniki:
Białka oddzielić od żółtek. Na parze, w kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę. Dodać do niej mascarpone i wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę. Żółtka ubić z cukrem na puszystą białą masę. Stopniowo dodawać do masy mascarpone z białą czekoladą (można na niskich obrotach zmiksować). Gotową masę wymieszać delikatnie z białkami, najlepiej okrężnymi ruchami zagarniać łopatką do środka. Kawę wymieszać z brandy na talerzyku, płaskim naczyniu. Maczać krótko herbatniki i układać w przygotowanych do podania naczynkach na zmianę z kremem. Schłodzić przynajmniej godzinę, przed podaniem udekorować malinami i listkiem mięty. enjoy c:
]]>
Składniki:
Piekarnik nagrzać do 240 st. Na garnku z wodą ułożyć miseczkę zakrywającą całą górę garnka i wsypać do niej połamaną czekoladę i masło. Zagotować wodę, zmniejszyć gaz tak żeby woda tylko delikatnie się gotowała. Na takiej kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę co jakiś czas mieszając. Jajka wbić do jednej miski z cukrem i ubić je na puszystą, białą masę. Lekko przestudzoną czekoladę dodać do masy jajecznej, dodać mąkę i ostrożnie, ale dokładnie całość wymieszać. Wylać na wyłożoną papierem blachę do pieczenia (moja miała dłuższy bok długości ok. 30 cm, ale mniejsze też będą w porządku). Maliny ułożyć na cieście w ilości jaka Wam odpowiada, ja układam w rządkach w odległości ok. 3 cm każda od siebie. Piec do 20 minut (mniejsza forma może wymagać dłużej) co jakiś czas sprawdzając drewnianym patyczkiem stopień wypieczenia ciasta.
]]>