Przepis na spód wzięłam z książki Moje wypieki, dokładnie taki.

Składniki na spód:
Mąkę wymieszać z migdałami. Dodać masło pokrojone w dosyć małe kawałki. Dodać jajko, cukier, sól i zagnieść, jak najkrócej. Uformować z ciasta wałek i owinąć folią spożywczą. Włożyć je do zamrażalnika na około 30-60 minut. Przygotować formę – u mnie tortownica o średnicy 23 cm: dno wyłożyć papierem do pieczenia, a boki wysmarować miękkim masłem i obsypać mąką. Ciasto wyciągnąć i odwinąć z folii. Kroić na plastry ok. 2-4 mm i układać je w foremce – na dnie i na brzegach. Zakleić dokładnie łączenia plastrów i uzupełnić dziury. Podziurawić nieco dno widelcem. Na ciasto ułożyć papier do pieczenia i wysypać fasolę (ja używam ryżu). Piekarnik nagrzać do 220 st, a w momencie włożenia ciasta zmniejszyć temperaturę do 200 st. Piec 15 minut, po czym zdjąć papier do pieczenia z fasolą (ryżem). Piec jeszcze 10-15 minut do zrumienienia spodu. Wyjąć z piekarnika i ostudzić, po czym wyłożyć spód na talerz.
Składniki na nadzienie:
Z czekolady mlecznej oddzielić orzechy. Czekoladę gorzką połamać i umieścić w misce nad kąpielą wodną razem z czekoladą mleczną i ok. 30g śmietanki. Po studencku można umieścić wszystko w kubku, a kubek ustawić w garnku z gorącą wodą (ale nie stawiać na gazie!). Rozpuścić czekolady i dodać do rozmieszanego w osobnej misce serka mascarpone. Zmiksować do połączenia składników i dodać cukru pudru do smaku (ok. 4-5 łyżek). W drugiej misce ubić śmietankę z 2-4 łyżkami cukru pudru, cukrem waniliowym i śmietan-fixem. Wyłożyć masę czekoladową na spód tarty, a na to bitą śmietanę. Orzechy z czekolady mlecznej posiekać i posypać na wierzchu tarty. Smacznego!

]]>
Niewielka kuchnia na poddaszu była bardzo przytulna, szczególnie letnimi wieczorami. Drobna brunetka zamknęła drzwi za ostatnim pomocnikiem w przeprowadzkach i ogarnęła wzrokiem ogrom rzeczy, które zostały wniesione w kartonach. Teraz wydawało się tego naprawdę dużo, ale wiedziała, że jak tylko rozłoży te rzeczy na półkach, w szafach i na parapetach wrażenie będzie całkiem inne. Dobrze, że kawalerka nie była duża, właściwie był to jeden pokój z łazienką w drugim pomieszczeniu. Tak, kartony trzeba było rozpakować, wszystko poukładać, ale zachodzące słońce pięknie oświetlało kącik kuchenny. Drewniane blaty i podłogi wydawały się tak magiczne, że dziewczyna miała ochotę spędzić tam całe swoje życie. No, przynajmniej najbliższe kilka godzin. Nie mogła zrobić nic innego jak tylko poddać się emocjom. Dobrze, że przynajmniej w kuchennych kartonach miała porządek i tak mogła wyciągnąć małe radio, ustawić je na oknie, nastawić ulubioną stację. Wyciągnęła szybko garnek, metalowe miski i włączyła piecyk, aby się już grzał. Gorzka czekolada znajdowała się w zakupach, które zrobiła po drodze, więc szybko mogła przystąpić do dalszych czynności. Otworzyła cztery opakowania i zaciągnęła się słodkim zapachem. Na drewnianej desce pokroiła grubo trzy tabliczki swoim ulubionym nożem, tym który odziedziczyła po babci. Uwielbiała rzeczy po niej, często używając ich wyobrażała sobie jak babcia stoi obok i pomaga jej w gotowaniu.
Przełożyła czekoladę do miski znajdującej się już na garnku, nad gotującą wodą. Dodała do niej nieco masła i oblizała palce. Do kolejnej miski wbiła jajka, dosypała kilka łyżek skrzącego cukru i zaczęła ubijać je ręcznym mikserem. Kręciła korbką miarowo, a w misce tworzyła się coraz bardziej puszysta masa. W końcu odłożyła mikser na talerzyk, złapała miseczkę znad kąpieli wodnej przez ściereczkę i po zamieszaniu przelała czekoladę słodkim strumykiem do puszystej masy z jajek. Dosypała proszku do pieczenia i kilka łyżek mąki rozsypując nieco na blat. Biały pył wzbił się w powietrze, kiedy przemieszała całą masę. Z czwartej tabliczki gorzkiej czekolady ułamała pół, posiekała na drobno i dodała do ciasta, aby każdy kęs mógł być dodatkowo wypełniony najlepszym smakiem na świecie. Białą czekoladę posiekała grubiej, a kiedy ciasteczka znalazły się na wyłożonej papierem blasze przystroiła każde kilkoma jej kawałkami, żeby słodycz mogła przełamać gorycz. Włożyła blachę do piecyka i nastawiła minutnik. Pozostałości białej czekolady przesypała do miseczki po tej gorzkiej, przysiadła na parapecie i w oczekiwaniu na koniec pieczenia zjadała palcem resztki masy obserwując spieszących się pomiędzy kamienicami przechodniów. Była w swoim świecie i nic nie mogło jej z niego wyrwać. Krótki dzwonek minutnika oznajmił koniec pieczenia, a kiedy wyciągała nieco urośnięta ciastka, które teraz były nieco popękane z wierzchu, mieszkanie i prawdopodobnie cała okolica wypełniły się wspaniałym zapachem.
Ada Roszkowska – studentka o ciemnych włosach, urodzona na początku lata 92′.
Postać fikcyjna stworzona jakieś 3-4 (?) lata temu przeze mnie.
]]>

Składniki (na jedną dużą porcję lub dwie malutkie):
Czekoladę połamać, włożyć do szklanki i rozpuścić w mikrofalówce, uważając żeby czekolady nie przepalić. Żółtko ubić z cukrem. Dodać mascarpone i zmiksować wszystko na gładką masę stopniowo dodając rozpuszczoną czekoladę. Przełożyć do ładnej kokilki i cieszyć się smakiem z kubkiem zielonej herbaty enjoy c:
]]>
Składniki:
Białka oddzielić od żółtek. Na parze, w kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę. Dodać do niej mascarpone i wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę. Żółtka ubić z cukrem na puszystą białą masę. Stopniowo dodawać do masy mascarpone z białą czekoladą (można na niskich obrotach zmiksować). Gotową masę wymieszać delikatnie z białkami, najlepiej okrężnymi ruchami zagarniać łopatką do środka. Kawę wymieszać z brandy na talerzyku, płaskim naczyniu. Maczać krótko herbatniki i układać w przygotowanych do podania naczynkach na zmianę z kremem. Schłodzić przynajmniej godzinę, przed podaniem udekorować malinami i listkiem mięty. enjoy c:
]]>
Składniki:
Piekarnik nagrzać do 240 st. Na garnku z wodą ułożyć miseczkę zakrywającą całą górę garnka i wsypać do niej połamaną czekoladę i masło. Zagotować wodę, zmniejszyć gaz tak żeby woda tylko delikatnie się gotowała. Na takiej kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę co jakiś czas mieszając. Jajka wbić do jednej miski z cukrem i ubić je na puszystą, białą masę. Lekko przestudzoną czekoladę dodać do masy jajecznej, dodać mąkę i ostrożnie, ale dokładnie całość wymieszać. Wylać na wyłożoną papierem blachę do pieczenia (moja miała dłuższy bok długości ok. 30 cm, ale mniejsze też będą w porządku). Maliny ułożyć na cieście w ilości jaka Wam odpowiada, ja układam w rządkach w odległości ok. 3 cm każda od siebie. Piec do 20 minut (mniejsza forma może wymagać dłużej) co jakiś czas sprawdzając drewnianym patyczkiem stopień wypieczenia ciasta.
]]>
Składniki:
300 g czekolady i olej kokosowy roztapiamy w kąpieli wodnej. Jajka ubijamy razem z cukrem na puszystą masę. Wlewamy do jajek czekoladę, nieco przestygniętą. Dodajemy mąki, proszek do pieczenia, sól i pozostałe 70 g posiekanej czekolady. Mieszamy dokładnie wszystko razem. Na blaszce układamy papier do pieczenia i na nim, w kilkucentymetrowych odstępach wykładamy ciasto – jedną łyżeczką nabieramy ciasta, drugą możemy pomóc przy zdejmowaniu. Pieczemy 15 minut w 160 st. enjoy c:

]]>

Kwadratową blaszkę (u mnie 20x20cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 160 st. 100 g białej czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej razem z masłem. Mąkę, proszek do pieczenia, sól i cukier wymieszać razem. Osobno zmiksować jajka, wanilię i puree z dyni. Dolać do mokrych składników czekoladę z masłem, wymieszane wcześniej suche składniki. Pokroić resztę białej i gorzkiej czekolady. 3/4 czekolady wsypać do masy i wszystko razem wymieszać. Przełożyć do foremki i rozsypać na wierzch resztę czekolady. Piec 30 minut. enjoy c:
]]>Składniki:
Zetrzeć czekoladę na wiórki. Jeśli robimy na prezent i chcemy wsypać do słoiczka warstwami – mieszamy ze sobą wszystkie składniki oprócz cukru pudru i czekolady. Usypujemy warstwy – najpierw mieszankę, potem cukier puder, a na wierzch czekoladę. Przed użyciem mieszamy wszystko razem. Na kubek mleka wsypujemy 3 łyżeczki mieszanki.
]]>Obiecywałam te muffinki już dawno, dawno temu. W końcu przyszła na nie pora i zdjęcia, i przepis nabrały mocy urzędowej i nie mogę już dłużej trzymać ich u siebie. Zrobione pierwszy raz przez mamę, później zaczęłam sama robić do szkoły, gdzie rozdawałam je każdemu chętnemu w klasie, a był na nie straszny popyt. Przeszły różne kombinacje – z odrobiną amaretto, chilli, rumu, a koledzy nawet pytali czy jak dadzą mi trochę tajemniczego zioła, to upiekę im takie z nim właśnie. Odpowiadałam, że tak, ale dostawy przyprawy się nie doczekałam
Przepis znaleziony przez mamę na blogu pannakota.pl.
Składniki:
Piekarnik nagrzewamy do 240. Rozpuszczamy w kąpieli wodnej czekoladę razem z masłem. Ubijamy jajka i cukier, aż zrobią się białe. Dodajemy mąkę i rozpuszczoną czekoladę z masłem, mieszamy. Wypełniamy papilotki, albo wysmarowane masłem formy do muffinek. Wypełniamy każdą do połowy i na środku układamy cząstkę czekolady, i wypełniamy foremki do końca. Pieczemy 10 minut w 240C
]]>R. miał urodziny tydzień przed walentynkami, tak się złożyło, że w czasie mojej sesji. W wolnej chwili przygotowałam mu pleśniaka, którego bardzo lubi, ale obiecałam tort przy okazji walentynek. Obietnicy dotrzymałam i przygotowałam tort czekoladowy z malinami. Zjedliśmy go sami, a zajęło nam to trzy dni. Szkoda mi było tylko, że o tej porze roku nie dałam rady znaleźć świeżych malin :c
Przepis podaję prosto z Moich Wypieków.
Masa śmietanowo – malinowa:
]]>