Wszyscy doskonale wiedzą, że uwielbiam makarony. Jak już wspominałam Wam w poście na temat idealnych tortilli, w zeszłym roku akademickim, kiedy mieszkałam z dwójką świetnych współlokatorów w mieszkaniu, każdego tygodnia w naszym menu pojawiały się tortille i spaghetti napoli. Czasami uromaicaliśmy makaron dodatkiem mięsa, jednak to wersja bezmięsna, studencka zdecydowanie przeważała. Dzięki temu i wskazówkom mojego starszego brata, udoskonaliłam ten podstawowy przepis na makaron i stał się on moim comfortfood. Najważniejsze elementy to dobrej jakości pomidory przetarte, woda od gotowania makaronu (jeśli nie zjecie wszystkiego od razu zachowajcie jej trochę do odgrzania makaronu żeby nie wyszedł za suchy), tłuszcze i ser. Sam makaron wcale nie musi być najdroższy, ja najczęściej używam makaronu z Lidla (jakość jest bardzo dobra).
Składniki:
Wstawić wodę na makaron – najlepiej w dużym garnku, w którym wymieszamy całość. Czosnek posiekać drobno, a cebulę pokroić w kostkę. Na dużej patelni rozgrzać łyżkę, dwie oliwy. Wrzucić na rozgrzaną oliwę czosnek i cebulę i zmniejszyć gaz, żeby cebula nie zrumieniła się, a dochodziła spokojnie. Na patelnię wlać pomidory – powinno to być przed lub równo z wrzuceniem makaronu do wody, wtedy mamy idealne zgranie czasu Uwaga! Wodę najlepiej posolić tuż przed wrzuceniem makaronu. Pomidory podgrzewać i odparować kilka minut. Posłodzić je aby przełamać lekką ich kwaskowatość. Posolić do smaku i doprawić ziołami prowansalskimi – jeśli używamy świeżej bazylii, należy dodać ją na sam koniec, żeby nie zgorzkniała. Zanim odlejemy makaron, należy do osobnego naczynia lub bezpośrednio do sosu odlać ok. 0,5-1 szklanki wody. Jeśli dajemy wodę do sosu, możemy to zrobić na kilka minut przed końcem gotowania makaronu, żeby woda mogła odparować. Warto wtedy i tak odłożyć szklankę wody, żeby móc później ewentualnie dodać do prawie gotowego dania. Po odlaniu makaronu należy od razu przełożyć go z powrotem do garnka i dodać cały sos. Teraz trzymając pastę na małym ogniu dodajemy oliwę i ok. 1-2 łyżek masła. Posypujemy do tego serem, jeśli mamy to grana padano, bądź parmezanem) i całość dokładnie mieszamy. Podajemy od razu, wedle uznania posypujemy jeszcze serem. Smacznego!

]]>
Placuszki te powstały kiedy byłam na diecie bezglutenowej i powoli wprowadzałam więcej warzyw do diety. Wyszły lepsze niż się spodziewałam, świetne na następny dzień do pracy. Zamiast mąki bezglutenowej można użyć pszenną.
Składniki:
Szpinak zblanszować na patelni i odstawić do ostygnięcia. Wycisnąć z niego wodę. Cukinię zetrzeć na tarce o dużych oczkach, posolić i odstawić na 15-20 minut. Po tym czasie odcedzić dokładnie. Szpinak wymieszać z cukinią. Wbić jajko i wsypać mąkę, wszystko razem wymieszać dokładnie. Posolić do smaku (może nie być konieczne, jeśli cukinię porządnie posoliliśmy wcześniej) i dodać pesto. Placuszki smażyć na oleju na złoto. Podawać na ciepło lub na zimno. Idealnie nadają się do lunchboxa.
]]>
Na kilku blogach widziałam kremy z pieczonych pomidorów i zastanawiałam się, co to właściwie w tych pieczonych pomidorach jest? Dlaczego mają być lepsze niż zupa krem z normalnie sparzonych, a potem gotowanych pomidorów? Zastanawiałam się i postanowiłam sprawdzić. O pieczonej papryce już wiem, że jest przepyszna, no to dajemy pomidory. Czosnek śmiesznie wypłynął ze swojej skorupki, warzywami pachniało obłędnie. No ok, ale jak dalej. Obieramy, wrzucamy, dolewamy bulionu, gotujemy, bazylia i lecim.
Posmakowałam. I właśnie – odleciałam! Tak pysznej zupy jeszcze nie jadłam! Rewelacja, naprawdę, polecam każdemu bez wyjątku!
Składniki:
Pomidory i paprykę umyć, ułożyć (w całości) na blasze/w naczyniu żaroodpornym/ na papierze do pieczenia. Obok położyć cebulę i czosnek. Wstawić do nagrzanego na 200 st. piekarnika i piec tak długo, aż: papryka będzie mocno spieczona, pomidory zaczną pękać, czosnek i cebula będą miękkie (czosnek można wyciągnąć szybciej – ja zajrzałam do piekarnika dopiero jak już eksplodował ), 30-60 minut. Wszystko wyciągnąć na talerz i odstawić do przestygnięcia. Kiedy już będzie można warzywa dotknąć i przytrzymać w ręku, obrać je ze skórek, paprzyki oczyścić z gniazd nasiennych i pestek, pomidorom wykroić łyka, cebulę obrać z wierzchniej warstwy i pokroić w kostkę, a czosnek wystarczy obrać. Wrzucić wszystko do garnka, wlać bulion. Zagotować, zdjąć z ognia, wrzucić bazylię, zmiksować i doprawić solą do smaku.
Przygotować płatki migdałowe: na rozgrzaną, suchą patelnię wsypać płątki migdałowe, maksymalnie tyle, żeby jedną warstwą pokryły dno patelni. Kontrolować stopień uprażenia mieszając. Zdjąć kiedy będą lekko rumiane.
Podawać z kleksem śmietany i posypane migdałami. enjoy c:


Druga pasta, z którą kombinowałam, żeby mieć co położyć na chlebku kukurydzianym. Groszkowa wyszła nieco lepiej niż ta, ale dla amatorów kukurydzy ta będzie pewnie lepsza Bazylia fajnie przełamuje smak kukurydzy, a olej rydzowy nadaje delikatnego posmaku. Inspirowałam się tym przepisem, jedynym jaki znalazłam, który nie miał z sobie nabiału.
Składniki:
Kukurydzę odsączyć, przełożyć do naczynia w którym będziemy miksować (wysoki i nieco szerszy niż końcówka blendera najwygodniejszy). Dodać umytą i osuszoną bazylię, zmiksować całość na gładką masę. Dosolić do smaku. enjoy c:
]]>
U mnie w domu, jak już gotujemy makaron, to całą paczkę, bo mama uważa, że bez sensu trzymać resztki makaronów. Rzadko kiedy zużyjemy cały makaron, więc zawsze chowa się trochę w lodówce. Na następny dzień jest bazą śniadania lub obiadu resztkowego, dzięki czemu łatwiej jest coś wymyślić i oszczędza się czas. Taki makaron przygotowałam sobie wczoraj na śniadanie – mama kupiła na rynku rewelacyjne żółte pomidory (smakują mi dużo bardziej niż zwykłe czerwone), a w lodówce znalazłam makaron i ser sałatkowy typu bałkańskiego (też super – kupiony w Lidlu). Wcześniej podobny makaron przygotowywałam z pomidorami czerwonymi i przecierem pomidorowym, może na niego na blogu też przyjdzie czas
Składniki:

Sparzyć pomidory i obrać ze skórki. Pokroić w kostkę i wrzucić na rozgrzaną oliwę. Dorzucić posiekaną bazylię i smażyć przez chwilę, aż pomidory zaczną się rozpadać. Wrzucić makaron i smażyć jeszcze chwilę, aż makaron się zagrzeje. Przełożyć na talerz i posypać pokruszonym serem. enjoy c:
PS: w związku z kradzieżą mojego przepisu na jajka w cieście francuskim, zebrałam się w sobie i przygotowałam znak wodny na zdjęcia. Przy okazji przygotowałam też nowy nagłówek, który można już zobaczyć na facebooku, a tutaj będzie w ciągu kilku dni c: Do tego na nagłówku jest jeden szczegół, który może wskazywać, że czeka Was niespodzianka całkiem niedługo c:
]]>