Kuchnia: Tarta czekoladowa

Przy robieniu zdjęć tej tarty nagimnastykowałam się prawie jak ten chińczyk – fotograf ślubny w plenerze. Późny, zimowy wieczór, mąż i koleżanka z niecierpliwością czekają na kawałek tarty, w międzyczasie mąż tłumaczy zasady planszówki w którą będziemy grać. Ja rozkładam dwa blaty do zdjęć na podłodze (tak, dwa – w akademiku mamy lekko żółte ściany, więc blat stolika z Ikei robi mi za tło), układam talerz z tartą i kombinuję. Nie ma żadnego sensownego światła, lampy błyskowe zostały w domu, z resztą i tak nie ma miejsca żeby rozłożyć statyw. Pozostaje mi albo górne, centralnie nad tartą ustawione światło pokojowe, albo lampka nocna, ta którą niedawno kupiliśmy, a nad której miękkim światłem się ostatnio zachwycałam. Światło rozprasza pięknie, ale do robienia zdjęć na bloga nadaje się średnio – światło jest jednokierunkowe, do tego dosyć mocno skupione, jednak rozmiar rozpraszacza ma znaczenie. No i ta barwa! W jaki sposób mam cokolwiek z tego później wyciągnąć?! Dobra, nieważne, przecież ostatnio pisałam na facebooku o tym, że zdjęcia nie są takie ważne, będę się kierować tą zasadą, przecież to ma być głównie moje archiwum, żebym wiedziała na następny raz jak się do tego zabrać. I co? I usiadłam do komputera, pokombinowałam i wykombinowałam. W efektu jestem zadowolona najbardziej jak tylko mogę wiedząc jakie były warunki. Ba, jestem więcej niż zadowolona!

Przepis na spód wzięłam z książki Moje wypieki, dokładnie taki.

021 (więcej…)