Kuchnia: Tarta czekoladowa

Przy robieniu zdjęć tej tarty nagimnastykowałam się prawie jak ten chińczyk – fotograf ślubny w plenerze. Późny, zimowy wieczór, mąż i koleżanka z niecierpliwością czekają na kawałek tarty, w międzyczasie mąż tłumaczy zasady planszówki w którą będziemy grać. Ja rozkładam dwa blaty do zdjęć na podłodze (tak, dwa – w akademiku mamy lekko żółte ściany, więc blat stolika z Ikei robi mi za tło), układam talerz z tartą i kombinuję. Nie ma żadnego sensownego światła, lampy błyskowe zostały w domu, z resztą i tak nie ma miejsca żeby rozłożyć statyw. Pozostaje mi albo górne, centralnie nad tartą ustawione światło pokojowe, albo lampka nocna, ta którą niedawno kupiliśmy, a nad której miękkim światłem się ostatnio zachwycałam. Światło rozprasza pięknie, ale do robienia zdjęć na bloga nadaje się średnio – światło jest jednokierunkowe, do tego dosyć mocno skupione, jednak rozmiar rozpraszacza ma znaczenie. No i ta barwa! W jaki sposób mam cokolwiek z tego później wyciągnąć?! Dobra, nieważne, przecież ostatnio pisałam na facebooku o tym, że zdjęcia nie są takie ważne, będę się kierować tą zasadą, przecież to ma być głównie moje archiwum, żebym wiedziała na następny raz jak się do tego zabrać. I co? I usiadłam do komputera, pokombinowałam i wykombinowałam. W efektu jestem zadowolona najbardziej jak tylko mogę wiedząc jakie były warunki. Ba, jestem więcej niż zadowolona!

Przepis na spód wzięłam z książki Moje wypieki, dokładnie taki.

021 (więcej…)

Kuchnia: Idealne tortille

W zeszłym roku akademickim wynajmowałam pół pokoju w mieszkaniu studenckim. Razem z dwójką współlokatorów świetnie się dogadywaliśmy i często gotowaliśmy wspólne obiady. Jako, że byliśmy (i wciąż jesteśmy) studentami, to najłatwiej było nam zrobić spaghetti napoli, które gościło na naszych talerzach minimum raz w tygodniu. W pewnym momencie powiedziałam „dość” dla kupnej tortilli które były drugim najczęstszym daniem i postanowiłam przygotowywać te placki domowym sposobem – od podstaw hand made. Do tego mój wtedy narzeczony zdradził nam sposób panierowania w KFC i domowego wrapa, nieco zdrowszego niż tego na mieście, mieliśmy na wyciągnięcie ręki, a co najważniejsze – na wyciągnięcie naszego portfela, bo koszt zrobienia takiego obiadu jest nieporównywalnie niewielki w stosunku do prawdziwego fast fooda. Niestety taki fast już nie jest, ale comfort food jest to z całą pewnością <139 (więcej…)

Organizer

Kiedy koniec roku 2015 był już coraz bliżej, a wraz z nim mój własny ślub, zaczęłam odczuwać nutkę paniki, że nie ogarnę wszystkiego co powinnam zrobić. W związku z tym kalendarz do zawiadywania czasem przestał mi wystarczać. Było tam miejsce tylko na najważniejsze wydarzenia czy notatki, ale nie potrafiłam odnaleźć się w robieniu w nim list, może tylko te zakupowe czasami się sprawdzały (teraz robię je w telefonie – o niebo wygodniej!). Przeszukałam więc internet w poszukiwaniu kalendarzy, które przewinęły się już gdzieś przed moimi oczami. Tak też zaczęłam używać plannera od Niebałaganki, niestety wystarczał jedynie do ogarnięcia większych spraw. Jest to dobre żeby zacząć przygodę z planowaniem, ale potrzebowałam czegoś, gdzie mogłabym codziennie zapisywać co mam do zrobienia i gdzie mogłabym pilnować tego odhaczając. Gdzieś w pamięci podręcznej mojego mózgu znajdował się jeszcze wpis Gruszki z fartuszka, przy którym to przecież od razu postawiłam sobie za cel zrobienie własnego, idealnego planera. Zabrałam się więc do roboty i po przejrzeniu X gotowych planerów (i tych do kupienia i tych do samodzielnego drukowania) zebrałam wszystkie inspiracje i wszystko co chciałam mieć w jedno.

003
(więcej…)

Opowieści: Letnie poddasze – Ada Roszkowska

opowieści listki

     Niewielka kuchnia na poddaszu była bardzo przytulna, szczególnie letnimi wieczorami. Drobna brunetka zamknęła drzwi za ostatnim pomocnikiem w przeprowadzkach i ogarnęła wzrokiem ogrom rzeczy, które zostały wniesione w kartonach. Teraz wydawało się tego naprawdę dużo, ale wiedziała, że jak tylko rozłoży te rzeczy na półkach, w szafach i na parapetach wrażenie będzie całkiem inne. Dobrze, że kawalerka nie była duża, właściwie był to jeden pokój z łazienką w drugim pomieszczeniu. Tak, kartony trzeba było rozpakować, wszystko poukładać, ale zachodzące słońce pięknie oświetlało kącik kuchenny. Drewniane blaty i podłogi wydawały się tak magiczne, że dziewczyna miała ochotę spędzić tam całe swoje życie. No, przynajmniej najbliższe kilka godzin. Nie mogła zrobić nic innego jak tylko poddać się emocjom. Dobrze, że przynajmniej w kuchennych kartonach miała porządek i tak mogła wyciągnąć małe radio, ustawić je na oknie, nastawić ulubioną stację. Wyciągnęła szybko garnek, metalowe miski i włączyła piecyk, aby się już grzał. Gorzka czekolada znajdowała się w zakupach, które zrobiła po drodze, więc szybko mogła przystąpić do dalszych czynności. Otworzyła cztery opakowania i zaciągnęła się słodkim zapachem. Na drewnianej desce pokroiła grubo trzy tabliczki swoim ulubionym nożem, tym który odziedziczyła po babci. Uwielbiała rzeczy po niej, często używając ich wyobrażała sobie jak babcia stoi obok i pomaga jej w gotowaniu.

     Przełożyła czekoladę do miski znajdującej się już na garnku, nad gotującą wodą. Dodała do niej nieco masła i oblizała palce. Do kolejnej miski wbiła jajka, dosypała kilka łyżek skrzącego cukru i zaczęła ubijać je ręcznym mikserem. Kręciła korbką miarowo, a w misce tworzyła się coraz bardziej puszysta masa. W końcu odłożyła mikser na talerzyk, złapała miseczkę znad kąpieli wodnej przez ściereczkę i po zamieszaniu przelała czekoladę słodkim strumykiem do puszystej masy z jajek. Dosypała proszku do pieczenia i kilka łyżek mąki rozsypując nieco na blat. Biały pył wzbił się w powietrze, kiedy przemieszała całą masę. Z czwartej tabliczki gorzkiej czekolady ułamała pół, posiekała na drobno i dodała do ciasta, aby każdy kęs mógł być dodatkowo wypełniony najlepszym smakiem na świecie. Białą czekoladę posiekała grubiej, a kiedy ciasteczka znalazły się na wyłożonej papierem blasze przystroiła każde kilkoma jej kawałkami, żeby słodycz mogła przełamać gorycz. Włożyła blachę do piecyka i nastawiła minutnik. Pozostałości białej czekolady przesypała do miseczki po tej gorzkiej, przysiadła na parapecie i w oczekiwaniu na koniec pieczenia zjadała palcem resztki masy obserwując spieszących się pomiędzy kamienicami przechodniów. Była w swoim świecie i nic nie mogło jej z niego wyrwać. Krótki dzwonek minutnika oznajmił koniec pieczenia, a kiedy wyciągała nieco urośnięta ciastka, które teraz były nieco popękane z wierzchu, mieszkanie i prawdopodobnie cała okolica wypełniły się wspaniałym zapachem.

Ada Roszkowska – studentka o ciemnych włosach, urodzona na początku lata 92′.

Postać fikcyjna stworzona jakieś 3-4 (?) lata temu przeze mnie.

Kuchnia: Zupa porowa z mięsem mielonym

Mój mąż (to już mija trzeci tydzień <3 ) nie przepada za zupami jakie ja lubię – kremowymi. Lubi za to te, które spokojnie zaspokoją jego głód – przede wszystkim na mięsie. Dlatego kiedy mówi, żeby na obiad była zupa, muszę chwilę pokombinować, bo przygotowanie ogórkowej czy pomidorowej w akademiku to wcale nie takie najprostsze i najszybsze zadanie. Na szczęście od jakiegoś czasu miałam ochotę na zupę porową na mięsie mielonym. Trochę utrudniłam sobie zadanie chcąc wyeliminować z przepisu serki topione, ale najwyraźniej poradziłam sobie z tym całkiem nieźle, skoro mąż brał dokładki zarówno pierwszego jak i drugiego dnia.

028

(więcej…)

Film: „Slow West”

Niedawno dzięki sklepie z czekoladą Bą Bą (btw, bardzo polecam) udaliśmy się do kina na cotygodniowy seans Kina Konesera. Był to nasz kolejny już film z tej serii i kolejny raz nie zawiedliśmy się kinem nie tak popularnym. Tym razem obejrzeliśmy „Slow West” z Michaelem Fassbenderem.

Przed seansem dostaliśmy dawkę informacji na temat Wesa Andresona, który według pana zapoznającego nas z jego twórczością, tworzył ten film. Niestety pan się nieco pomylił, bo Wes Anderson miał z tym filmem tyle wspólnego, że podczas seansu widać iż reżyser i scenarzysta John Maclean czerpał inspiracje z jego twórczości. Być może to moja pomyłka i źle pana zrozumiałam, ale w takim razie po co wspominał o Andersonie?

pablo (7)

(więcej…)

Kuchnia: Muffinki z rabarbarem

Sezon na rabarbar już się rozpoczął i nie mogę się z tego powodu nacieszyć. Uwielbiam rabarbar, jego orzeźwiający smak, a kompot z rabarbaru o wspomnienie dzieciństwa. Wypieki z rabarbarem też – drożdżówka czy ciasto budyniowe – pycha! Dzisiaj zapraszam Was jednak na muffinki, które niedawno upiekłam na wizytę u dziadka. Przepis zaczerpnęłam z rodzinnego bloga Notatki Kulinarne.

282

(więcej…)

Kuchnia: Wafle ryżowe i kukurydziane

Był taki czas, że nie jadłam pieczywa w ogóle. Jakoś żyłam, ale cóż to było za życie… Rok temu zrobiłam sobie „tydzień oczyszczający” – to jest bez glutenu i produktów odzwierzęcych. Nie powiem, waga mi nieco spadła 😉 Wtedy zamiast chleba jadłam wafle. Ale nie byle jakie! Już wtedy natknęłam się na super cienkie wafle kukurydziane i się w nich zakochałam! Smak zwykłych wafli ryżowych mi nie odpowiada – są za grube i jakieś takie… Po prostu mi nie smakują. Ale te! Cienkie, więc nawet ryżowe są pyszne, a kukurydziane, to dopiero niebo! Lekko słone (bo solone) i kruche, rewelacja! Więc kiedy w tym roku dostałam możliwość przetestowania i opisania tych wafli na blogu, nie wahałam się ani chwili.

 

InstagramCapture_32afe047-ba56-4ea9-915b-77cbe30e2f39

(więcej…)

Blog: Słów kilka na temat GA.

Ten post nie ma być pomstowaniem na to co się stało, ani deklaracją, że nie będę dalej oglądać (bo będę, dalej tak samo). Po obejrzeniu najnowszego odcinka poczułam po prostu, że muszę podzielić się przemyśleniami na temat jego i całego serialu. Nie zachęcam Was specjalnie do czytania posta, bo są to tylko moje wynurzenia. Ale jeśli też jesteś fanem GA, możemy razem przeżywać żałobę ( 😉 ).

ALE! Najpierw obejrzyj odcinek 11×21, a dopiero potem czytaj tę notkę 😉

(więcej…)

Kuchnia: Lody nutellowe

Wiosna zagościła już prawie na dobre. Co prawda wciąż jeszcze nie jest bardzo ciepło, ale robi się coraz cieplej i upały coraz bliżej. A jak upały, to wiadomo – lody. Mam ulubione kupne (Zappy <3) i gałkowe (śmietankowe i ciasteczkowe od Lenkiewicza <3) i domowe (wszystkie które da się tym przymiotnikiem określić). Te są mega proste i potrzeba tylko trzech składników. Słodkie i przepyszne <3

W zdjęciach pomogła mi Sabina, dziewczyna współlokatora, bardzo dziękuję <3

 
086

 

(więcej…)