Dieta: Początek zmian

Miałam napisać wstęp wczoraj, ale dzień nie był sprzyjający, a aura za oknem też nie zachęcała, właściwie dalej nie zachęca 🙁

 

Od liceum przytyłam jakieś 8-10 kg. Ostatnio przymierzałam spódnicę, której nie nosiłam, bo spadała mi z bioder, nawet po odpruciu kawałka sznurków, żeby ciaśniej je związać – efekt był taki, że ledwo przecisnęłam przez uda i biodra psując przy tym zamek. Nie chcę przechodzić na dietę chwilową i restrykcyjną – nie chcę efektu jojo, a co ważniejsze, nie potrafię wytrwać w takich dietach, brak mi systematyczności. Ćwiczyć bym chciała, to akurat próbowałam, ale zanim zacznę codzienne ćwiczenia, muszę rozwiązać problem z biodrem (bądź brzuchem), który ostatnio się nasilił. Przyznam, że to wszystko jest głównym powodem przejścia na dietę. Na początku Wielkiego Postu zrezygnowałam ze słodyczy, w którym postanowieniu trzymam się całkiem nieźle (poza pojedynczymi grzeszkami dzisiaj i wczoraj). No ale imprezy rodzinne wymusiły na mnie modyfikację – słodycze mogę jeść tylko w niedzielę, a do tego ewentualne słodkie śniadania w postaci kaszy na słodko, ryżu na słodko. Przyznam, że taka opcja jest najwygodniejsza – nie muszę całkowicie z tego rezygnować.

Pod wpływem mamy, artykułów i książek które czyta i przesyła dalej, chcę ograniczyć również pszenicę, która jest głównym źródłem glutenu oraz nabiał – mleka jako mleka nie mogę jeść na pewno, o czym przekonuje mnie mój żołądek za każdym razem, kiedy zjem go więcej niż jedną łyżkę. To oznacza brak pieczywa z mąką pszenną, ograniczenie makaronów, serów (które uwielbiam), zwiększenie spożycia kaszy, głównie jaglanej, którą zdążyłam już jakiś czas temu pokochać, warzyw (które już jakiś czas traktuję po macoszemu) i ryżu, głównie brązowego, naturalnego.

Aby wytrzymać w tych zmianach chcę każdy dzień (roboczy, bo w weekendy gorzej z czasem i dostępem do internetu) podsumowywać na blogu – znacząco doda mi to motywacji 😉 Nie jestem tylko pewna, czy podsumowywać każdy dzień wieczorem, czy dopiero kolejnego dnia. Na początek postaram się utrzymać w pierwszej opcji, ale nie obiecuję, że po opublikowaniu posta nie wezmę już nic do ust 😉

Jutro spodziewajcie się pierwszego posta z serii, bo dzisiaj za bardzo sobie popuściłam 😉