Blog

Lubię czasem jeść na mieście: Royal India w Toruniu

Ponad miesiąc temu dostałam od portalu Foodpanda.pl voucher na wizytę w restauracji Royal India w Toruniu. Restauracja nie jest dla mnie normalnie osiągalna finansowo, więc bardzo ucieszyłam się z tej możliwości. Z bardzo miłą osobą z Foodpanda.pl dogadałam się jak i kiedy mam wykorzystać voucher, ostatecznie po telefonie do restauracji wyszło trochę inaczej, ale obsługa restauracji była bardzo pomocna i niewielkie nieporozumienie nie przeszkodziło mi i R. cieszyć się z wizyty u nich.
Zabrałam ze sobą R., żeby ktoś mógł spróbować ostrych potraw 😉

Co do zdjęć: jakoś tak wychodzi, że jak na razie obie restauracje, które odwiedziłam w celu przybliżenia ich Wam, znajdują się w piwnicach Toruńskich kamienic, gdzie okien albo nie ma w ogóle albo są malutkie, tuż pod sufitem 😉 Tak więc przepraszam za jakość, ale bez dodatkowego oświetlenia było mi ciężko wykombinować coś więcej 😉

Kiedy przyszliśmy, oprócz nas obecna była jeszcze jedna para gości i nikt więcej się nie pojawił. Mieliśmy więc pełną dowolność w wyborze miejsc. Naprzeciw wejścia (zdjęcie po lewej), jak podejrzewam, znajduje się sala VIP. Zaciemniona i bardzo klimatyczna. Druga sala jest jaśniejsza, jednak wciąż nastrojowa. Wybraliśmy miejsce przy malunku widocznym na zdjęciu po lewej.

Na początek zamówiliśmy dwie zupy: dla mnie soczewicową, a dla R. ostrą krewetkową. Moja zupa była bardzo smaczna. Nie jestem ekspertem od tego typu zup, ale po posmakowaniu tej mam ochotę spróbować swoich sił w gotowaniu tego typu zupy 😉 Zupa R. wyglądała dla mnie nieco jak buraczkowa. Pływały w niej różne warzywa i małe kawałki krewetek. R. potwierdza, że była pikantna, ja także. Z tej zupy też byliśmy zadowoleni, chociaż mi bardziej smakowała pierwsza pozycja 😉

 Do picia zamówiliśmy Masala Tea dla R. i Mango Lassi dla mnie. Opis herbaty ze strony restauracji: „Tradycyjna Indyjska Herbata z dodatkiem mleka, zielonego kardamonu, goździków i imbiru.” Ja za herbatą z mlekiem nie przepadam, więc musi Wam wystarczyć opinia i ocena R 😉 Smakowała mu i daje jej 7 😉
Co do Lassi natomiast, piłam je po raz pierwszy. I tak jak w przypadku zupy, bardzo mi posmakowało i ta wersja zainspirowała mnie do zrobienia Lassi w akademiku, ale o tym kiedy indziej 😉

Jako danie główne zamówiliśmy łososia z pieca tandoor Tandoori Salmon oraz jagnięcinę w sosie pomidorowym Mutton Tikka Masala. Jako dodatki wzięliśmy jedną porcję ryżu i jedną porcję chlebka naan (do jednej potrawy można wybrać jeden dodatek).
Łosoś podany był na gorącym talerzu, na warstwie cebuli. W momencie podawania ryba była gorąca, a cebula głośno i przyjemnie skwierczała. Intensywnie czerwony od przypraw łosoś był bardzo smaczny. Nie był suchy, wręcz pysznie soczysty, a podany do niego sos czosnkowy idealnie go dopełniał.
Jagnięcina była rewelacyjna. Pierwszy raz jadłam to mięso i byłam naprawdę zachwycona. Mięso było miękkie, a sos przepyszny. Nie zjedliśmy wszystkiego, więc zabraliśmy resztę do domu. Jagnięcina na śniadanie następnego dnia była świetna.
Czas na dodatki: ryż i chlebek naan. Ryż był sypki, bardzo dobrze ugotowany, a chlebek (który jedliśmy po raz pierwszy, więc nie mamy porównania 😉 ) smaczny, bardzo fajnie pasował 🙂

Na deser nie starczyło nam czasu, czego bardzo żałujemy, ale wyszliśmy bardzo zadowoleni. Obsługa była bardzo dobra, kelnerka która nas obsługiwała bardzo miła i chętnie udzieliła pomocy w wyborze dań.

Podsumowując: jesteśmy bardzo zadowoleni z wizyty, a portalowi Foodpanda.pl bardzo dziękujemy za możliwość skosztowania nowych dań 🙂

Oceny w skali 10-punktowej:
Obsługa: 10/10
Jedzenie: 8,2/10
   zupa soczewicowa: 8/10
   zupa krewetkowa: 7/10
   Tandoori Salmon: 8/10
   Mutton Tikka Masala: 10/10
   Masala Tea: 7/10
   Mango Lassi: 9/10
Wystrój: 7/10
Czas oczekiwania: 9/10

Ogółem: 8,5/10

Restaurację polecam z całego serca, jednak na studencką kieszeń trochę ciężka 😉

Młoda kapusta na mleku kokosowym

Mama podrzuciła ten przepis jako do zrobienia. Kiedy przyjechały do mamy w odwiedziny jej koleżanki z młodzieńczych lat, zaproponowała, żeby do obiadu przygotować właśnie tę kapustę. Smakowała bardzo bardzo, byłą naprawdę świetna, więc przepis do powtórzenia jeszcze nie raz! Lekko się różni od oryginalnego przepisu, przez moją dziurawą głowę 😉

Składniki:

  • główka młodej kapusty
  • duża puszka mleka kokosowego
  • 4 łyżeczki curry
  • 1 średnia cebula
  • ostra papryka/chilli pieprz cayenne

Cebulę pokroić w kostkę, kapustę w paski. Cebulę przysmażyć na oleju, dorzucić kapustę, dolać odrobinę wody, mleko kokosowe, przyprawić i dusić pod przykryciem do miękkości. Podawać na ciepło jako dodatek do dań. enjoy c:

Prosta sałatka ze szpinaku

Szpinaku świeżego, nieprzetworzonego nie jadłam wcześniej w żadnej formie. Chyba się go obawiałam i nie bardzo wiedziałam jak podejść do tego zadania. Ostatnio bez większego namysłu, skoro nie było mieszanek sałat (teraz sobie przypomniałam, że one w tym sklepie w całkiem innym miejscu leżą :P), włożyłam do koszyka pudełko z tą zieleniną właśnie. Postanowiłam, że w końcu spróbuję i spróbowałam. Pożałowałam jedynie, że tak późno!
Na pierwszą próbę postawiłam na najprostsze, a jednocześnie moje ulubione ostatnio rozwiązanie. I udało się. Jestem zachwycona takim sosem, a przede wszystkim gruszkowym octem balsamicznym, który kupiłam w akcji w Lidlu po posmakowaniu go od mamy. Jest rewelacyjny!

Składniki:

  • garść świeżego szpinaku
  • łyżka pestek dyni
  • ocet balsamiczny (u mnie gruszkowy)
  • oliwa
  • sól, pieprz

Na talerz wylać łyżkę octu i łyżkę oliwy. Posolić i popieprzyć, po czym wymieszać widelcem. Ułożyć szpinak i palcami wymieszać tak, żeby sos dokładnie okleił liście. Pestki dyni (opcjonalnie) uprażyć na suchej patelni lub w piekarniku. Posypać nimi szpinak. Podawać z kromką chleba.
Jeśli przygotowujemy sałatkę w większej ilości lub w misce, można najpierw ułożyć szpinak, a potem bezpośrednio polać octem, oliwą i przyprawić, po czym wymieszać. Smakuje tak samo znakomicie 🙂
enjoy c:

Hawaiian Sunset

W majówkową sobotę moja najstarsza siostra przygotowała w rodzinnym domu okrągłe urodziny swoje i męża. Miałam na tę okazję przygotować Red Velvet Cake, ale ‚zamuliłam’ i nie było już czasu i wolnego piekarnika na pieczenie. Postanowiłam więc zrealizować mój pomysł na wykorzystanie nowych galaretek. Mama przygotowywała tort piętrowy, z którego odpaliła mi dwa płaty biszkoptu i zostawiła trochę kremu, więc mogłam przygotować Hawaiian Sunset. Sama idea zachodu słońca pojawiła się w mojej głowie od razu, kiedy zobaczyłam kolory galaretek. Udało mi się go przygotować, a starsze dzieci będące na imprezie ogromnie się ucieszyły z takiego tortu. Był dla nich najbardziej atrakcyjny i oblegały stół w oczekiwaniu na swój, dokładnie wybrany kawałek. Jak dostanę zdjęcie, to je Wam pokażę 😉
Przepis podam alternatywny, bo ja sama nie upiekłam biszkoptu.

Składniki:

  • biszkopt, dwa płaty
  • galaretki Winiary Pina Colada, Pink Margarita, Blue Curacao, Mojito
  • 100g śmietanki 30%
  • 100g mascarpone
  • łyżka cukru pudru

Przygotować krem: ubić śmietankę z cukrem pudrem, dodać mascarpone i dokładnie połączyć, na przykład na niskich obrotach miksera.
Przygotować galaretki według przepisu na opakowaniu. Ułożyć biszkopt na talerzu i nasączyć go herbatą, lub galaretką Mojito. Ułożyć drugi biszkopt i nasączyć galaretkami tworząc jednocześnie wzór. Galaretki odstawić w chłodne miejsce. Brzegi biszkoptów posmarować kremem, schować do lodówki. Sprawdzać stan galaretek, zanim całkiem stężeją wymieszać i ułożyć wzór na biszkoptach. Schować do lodówki do całkowitego stężenia galaretek. enjoy c:

Likier Malibu

Drink z Malibu i śmietanką poznałam na jednej z 18 na których byłam. Był przepyszny, cały wieczór nie piłam nic innego, tylko malibu 😉 Wyszła na to, że przeszłam 1/3 miasta na bosaka odprowadzając koleżankę i ostatecznie zamiast iść dalej do mieszkania, zadzwoniłam po tatę, który przyjechał po mnie i odwiózł do domu (w całkiem odwrotnym kierunku niż szłam :P).
Wciąż nie udało mi się przygotować tak pysznego drinka z mlekiem, ale w internecie znalazłam kilka propozycji na likier kokosowy. Z nich wszystkich wyszedł mój przepyszny likier Malibu. Idealny na kobiece pogaduszki 😉

Składniki:

  • 0,5 l czystej wódki (ja użyłam krupnika)
  • 200 g wiórków kokosowych
  • 2-2,5 puszki słodzonego mleka skondensowanego

Wiórki zalewamy wódką, mieszamy i zostawiamy w dobrze zakręconym słoju na przynajmniej 2 tygodnie (u mnie mieszanka stała około miesiąca zanim sobie o niej przypomniałam :P). Po tym czasie odcedzamy wiórki (możemy zostawić je do wykorzystania do ciasta, nasiąknięte alkoholem raczej się szybko nie popsują). Do wódki wlewamy mleko skondensowane i mieszamy. Przelewamy do butelek. Najlepiej podawać schłodzone. enjoy c:

Lubię czasem jeść na mieście: Pasta&Basta w Toruniu

W czasie gimnazjum i liceum dużo chodziłam po Starówce Toruńskiej i równie często odwiedzałam różnego rodzaju miejsca, w których można zjeść coś dobrego. Po tamtych czasach zostały mi ulubione miejsca, w szczególności dwa. Do jednego na początku nie byłam przekonana, ale ciągłe chodzenie tam ze znajomymi sprawiło, że pokochałam specjalność miejsca, jednak nie o tym w dzisiejszej notce. Dzisiaj jest miejsce na recenzję miejsca, którym zachwyciłam się jak tylko usłyszałam, że powstało. Spaghetteria Pasta&Basta ma to, co kocham w kuchni – makarony. Tą recenzją mam przyjemność otworzyć nowy dział na blogu: Lubię czasem jeść na mieście 🙂

(więcej…)

Pizza z serowymi brzegami

Składniki na ciasto:
  • 1,5 łyżeczki suchych drożdży
  • szklanka ciepłej wody
  • 400-450 g mąki 
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • odrobina oliwy
  • mozarella

Do maszyny do chleba wlać wszystkie składniki, najpierw mokre, potem suche, na końcu drożdże. Nastawić na program wyrabiania ciasta. Kiedy skończy się wyrabiać, wyjąc, podzielić na 2-3 części i rozwałkować każdą. Na brzegach posypać starty ser, po czym zawinąć brzegi i zakleić je dokładnie. Posmarować sosem, posypać serem, układać ulubione dodatki. Piec w najwyższej możliwej temperaturze do zrumienienia brzegów i sera. enjoy c:

Ziemniaki zapiekane z nutą pomidorów, czosnku i bazylii

Kiedy zobaczyłam ziemniaki w takiej formie na kilku blogach, koniecznie chciałam je zrobić. Aż przyszedł olej Kujawski z przyprawami i co więcej trzeba dodać? Sam olej ma w sobie tyle smaku, że nie potrzeba żadnych więcej ziół, czy przypraw 😀




Składniki:

  • ok. 5 średnich ziemniaków
  • olej Kujawski z pomidorami, czosnkiem i bazylią
  • sól, pieprz

Ziemniaki obrać. Obieraczką pokroić na cienkie plasterki. Odcisnąć z nich wodę papierowym ręcznikiem. ułożyć w naczyniu żaroodpornym przykładając plasterki do ścianek naczynia aż do środka. Butelkę z olejem zamieszać i od razu polać ziemniaki (zamieszać, żeby jak najwięcej pomidorów mogło wypłynąć na ziemniaki c: ). Posolić, popieprzyć. Zapiekać w 230 st. aż do zrumienienia wierzchu ziemniaków.

ten przepis bierze udział w zabawie kulinarnej “Kujawski ze Smakiem”, pod patronatem serwisu ZPierwszegoTloczenia.pl, którego sponsorem są ZT Kruszwica S.A. producent linii Kujawski ze Smakiem.  



Dynia na rukoli, dla tego co biadoli

Kupiłam rukolę, w końcu za dużo tego ustrojstwa jeszcze nie jadłam. Chciałam więc posmakować jak to to smakuje samo w sobie. I… Nie smakuje. Przynajmniej nie mi. Za to uwielbiam roszponkę. Roszponka rocks, rukola sucks. Takie moje prywatne zdanie. Ale dynia z orzechami i fetą też rocks. Dlatego (i dlatego, że zdjęcia wyszły rewelacyjne) daję Wam ten przepis. Będzie w sam raz dla fanów rukoli, a fani roszponki mogą ją zamienić.

Składniki:

  • 2 garście umytej rukoli/roszponki
  • kilka kawałków upieczonej dyni
  • garść orzechów włoskich
  • kilka kostek fety

na sos:

  • dwie łyżki soku z cytryny cytryny
  • trzy łyżki oliwy
  • sól, pieprz
  • tymianek

Pieczenie dyni:
Dynię oczyszczamy i obieramy (jeśli to hokkaido, nie musimy. Skórka w piekarniku mięknie, a obierając stracilibyśmy cenne składniki). Wrzucamy do naczynia żaroodpornego, polewamy oliwą i posypujemy tymiankiem. Pieczemy do miękkości w temp. 180 st.

Sałatka:
Składniki na sos mieszamy ze sobą. Na rukoli układamy dynię, fetę, posypujemy orzechami i polewamy dwiema-trzema łyżkami sosu. Zajadamy c: enjoy c:

Zupa dyniowa z mleczkiem kokosowym

Nowy rok, a na nowy rok zupa z dyni. Jeśli ktoś jeszcze jakąś ma (ja mam dwie), niech ją przygotuje czym prędzej!
Tę wersję zupy robimy u nas najczęściej. Jest przepyszna i rewelacyjna. Smakuje każdemu bez wyjątków 🙂
Przepis z drobnymi zmianami dodaję z naszego rodzinnego bloga – o tutaj.

Składniki:

  • 1,5 kg obranej i oczyszczonej dyni
  • 2 duże cebule
  • 5 średnich marchewek
  • kawałek czerwonej papryki
  • puszka mleczka kokosowego
  • masło, oliwa
  • chili, curry,  sól
  • prażone pestki dyni i pokrojona tortilla jako dodatki


Dynię upiec w połówkach i wydrążyć miąższ, marchewkę obrać i pokroić w plasterki, cebulę obrać i posiekać.
Na mieszance oliwy i masła poddusić cebulkę, dodać marchewkę, paprykę, chwilę smażyć razem, dodać dynię, chwilę dusić razem, zalać wodą tak, żeby było przykryte. Gotować pod przykryciem do miękkości warzyw. Wszystko zmiksować, dolać mleczko, doprawić do smaku.